wtorek, 7 czerwca 2016

Zmiany są dobre :)



Witajcie! 

Na początek cytat, który idealnie opisuje stan w jakim się obecnie znajduję, który dodaje mi sił każdego dnia, by walczyć i iść dalej...


Zwycięzcą nie zawsze jest ten najlepszy, który zdobywa główną nagrodę. Zwycięzcą może być człowiek, który próbuje coś zmienić w sobie, swoim życiu i podejściu do otaczającego świata, pomimo wszelkich trudności. Człowiek, który robi pojedyncze, powolne kroki, przekraczając własne lęki i ograniczenia, podczas gdy inni bez trudu biegają... 
Kaja Platowska "Po prostu mnie przytul"


Dawno mnie tu nie było... powiem szczerze, że bardzo się stęskniłam za pisaniem bloga, jednak nie potrafiłam znaleźć w sobie siły i motywacji, żeby cokolwiek napisać... W sumie, nie chodzi tu tylko i wyłącznie o motywację, ale bardziej o odpowiedzenie sobie na pytanie, czy moje posty są dla Was w jakikolwiek sposób wiarygodne? Kiedy sama od lat zmagam się ze sporą ilością nadprogramowych kilogramów i mając mówiąc nieskromnie dość dużą wiedzę na tematy dietetyki i sportu sama doprowadziłam się do tego wszystkiego, co gorsza ciągle w tym tkwiąc... Jednak od pewnego czasu, coś się zmieniło, zaczęłam bardziej trzeźwo patrzeć na siebie, nie odkładając tego na potem lub po prostu nie odsuwając od siebie problemu, bo to wcale nie sprawi, że zniknie. O tym będzie właśnie dzisiejszy post... Trochę o tym co działo się u mnie w ostatnich miesiącach a po części, też o tym co musiało się pozmieniać w mojej głowie, chociaż to jest ciągle w procesie... Dlatego jeśli jesteście ciekawi, serdecznie zapraszam do przeczytania dalszej części postu. 


Już na samym początku czuję, że nieco odwykłam od pisania tekstów i moja wypowiedź może być nieco chaotyczna i może nie do końca spójna, ale będę robiła co mogę, żebyście zrozumieli cały sens tego co chce Wam przekazać. 

Jak pewnie dowiedzieliście się z poprzedniego postu, na początku kwietnia wybrałam się na spotkanie organizowane przez pana Konrada Gace w Poznaniu, związane to było oczywiście z otwarciem nowego jego centrum w Poznaniu. Coś we mnie wtedy pękło... może nie byłam przekonana stuprocentowo co do tej konkretnej diety, ale zrodziło się we mnie postanowienie, że wezmę się za siebie i w końcu zrobię coś z moim życiem. Zawsze bardzo bolał mnie fakt, że moje ciało nie odzwierciedla do końca mojego charakteru, zainteresowań i priorytetów w życiu. Mogę tu nawet przytoczyć jedną z wizyt u mojego endokrynologa, który to, tłumaczył mi czym jest kaloria i wartość kaloryczna posiłku, co należy robić, żeby schudnąć itp... Pomyślałam - "heloł ;D przecież ja prowadzę bloga o tematyce zdrowego żywienia, sportu (tego co od zawsze mnie interesowało, lubiłam czytać i wiedzieć w tych tematach coraz więcej) i odchudzania, do tego sama bardzo chcę zostać lekarzem więc takie tematy na pewno nie powinny być mi obce" - jednak on, opowiadał dalej, z każdym zdaniem mając wrażenie, że otwiera mi umysł i głosi zupełnie nowe dla mnie rzeczy. Takich przypadków mogłabym wymienić co najmniej kilka... no ale w sumie trudno dziwić się w takich momentach, ponieważ mój wygląd zwyczajnie na to nie wskazuje. Dlatego postanowiłam coś z tym zrobić... Wziąć sprawy raz a konkretnie w swoje ręce i jak na razie idzie mi całkiem nieźle, chociaż zdarzają się małe kryzysy (o czym wspomnę później), jednak do tej pory udało mi się zgubić 15 kg z czego jestem bardzo dumna :) 

Jak pewnie wiecie, bądź się domyślacie... mając tak duży nadprogramowy balast trudno jest mówić o czerpaniu przyjemności ze sportu i jakiejkolwiek innej aktywności fizycznej. Ja nigdy od niej nie stroniłam, do czasu gdy kilogramy zwyczajnie zaczęły mi przeszkadzać. Dawniej całe wakacje potrafiłam spędzać na rowerze, ale odkąd mam prawo jazdy i dodatkowy bagaż, rower zawsze schodził na dalszy plan, bo to za ciepło, bo to za daleko... powodów jak pewnie wiecie było mnóstwo. Ale gdy pozbyłam się tym razem moich pierwszych kilogramów - ok. 10, postanowiłam, że w ramach odstresowania pomaturalnego wybiorę się z moim chłopakiem na przejażdżkę rowerami po mojej "letniej okolicy". Początkowo jak to ja... wyobrażałam sobie wszystko co najgorsze, między innymi to, że mój rower zwyczajnie nie wytrzyma tego obciążenia :P (wtedy nie wydawało mi się to takie zabawne), do tego dochodziło oczywiście ukształtowanie terenu i wstyd przed podprowadzaniem roweru pod bardziej strome górki... Jak możecie się domyślić wymówek było co nie miara. Ostatecznie jednak pojechałam! :) Rower przeżył, wszystkie górki pokonałam na rowerze a uda miały naprawdę niezły trening :) i wiecie co? To było najprzyjemniejsze uczucie jakie dane mi było w ostatnim czasie przeżyć! :) Ta wolność, "wiatr we włosach" i czerpanie radości ze sportu dały mi naprawdę niezwykłego kopa. Chciałam więcej i więcej...! :) Nawet uwieczniłam to na zdjęciach, jednak wam puki co oszczędzę i zostawimy sobie to do porównywania na potem :) Dziś zobaczycie jedynie moją zadowoloną mordkę :P Dodam tutaj, że ostatnio na rowerze w terenie jeździłam może z 4 lata temu (pozostawmy to bez komentarza...). Od tej porty kiedy tylko odwiedzam rodziców, w planie wizyty musi być uwzględniona przynajmniej jednak wycieczka rowerem. Do tego badminton, który również uwielbiam... Po tej pierwszej przejażdżce rowerem, tak pokochałam na nowo sport, że pomimo, że robiło się już coraz ciemniej graliśmy w niego z Bartkiem z dobrą godzinę, niesamowite uczucie, naprawdę <3 Nawet teraz planując moje tegoroczne wakacje, pod uwagę biorę głównie góry, w których będę mogła być jeszcze bardziej aktywna... Bo nic nie wpływa na nas lepiej, niż aktywny wypoczynek połączony z relaksem.



Jadnak jak wcześniej wspomniałam, nie jest nigdy tak kolorowo, owszem dużo pozytywnego zyskałam przez zmianę swojego stylu życia, przede wszystkim straciłam pierwsze kilogramy, które do tej pory były nie do przeskoczenia a które zdecydowanie utrudniały mi moją aktywność fizyczną. Teraz z przyjemnością wybieram się na basen i choć jeszcze nie do końca czuję się tam pewnie (jeśli chodzi o sylwetkę) w zasadzie w ogóle nie czuję się pewnie, jednak fakt, że robię coś w tym kierunku i przynosi to efekty daje mi niezłego kopa ;) Jednak są też te słabsze momenty, chwile zwątpienia i kryzysy... Dlatego bardzo chciałabym kolejny post poświęcić motywacji i po pierwsze psychicznego podejścia do zmian i diety. Jak wiadomo wszystko zaczyna się w naszej głowie i to właśnie w niej, należy na samym początku sobie wszystko poukładać. Wtedy wymarzona sylwetka staje się nie tylko odległym marzeniem, które jest w naszej głowie od wielu lat ale przede wszystkim celem, do którego każdego dnia dążymy. Więcej o tym znajdziecie na pewno w kolejnym poście... Ponieważ, jak wcześniej wspomniałam, teraz sama muszę się za to zabrać, dlatego będziemy walczyć o to razem! :)

Na koniec, aby podsumować cały mój dzisiejszy wpis mogę powiedzieć tylko jedno zdanie. Sport powinien być dla nas czym ważnym w życiu, powinien byś zawsze gdzieś obok nas... Bo tylko on powoduje, że stajemy się coraz bardziej sprawni i pewni siebie, dzięki niemu uczymy się pokonywać nasze słabości i wychodzić ze stref naszego komfortu, a z każdym treningiem o to trudniej, ponieważ nasz organizm ma ogromne możliwości adaptacji. Tylko dzięki swojej determinacji, pokorze i konsekwencji możemy osiągnąć co tylko chcemy, coś co wcześniej wydawało się nam w zasadzie nieosiągalnym marzeniem, nagle znajduje się na wyciągnięcie ręki... To naprawdę piękne uczucie, pielęgnujmy je i walczmy o siebie każdego dnia. Coś co jeszcze dwa miesiące temu wydawało mi się nierealne dzieje się teraz na moich oczach, a coś co teraz wydaje mi się zupełnie abstrakcyjne już za kilka miesięcy może wydać się rzeczywistością. Pamiętajcie o Tym!
Ja mam swoje cele - jednym z nich jest na przykład przyszłoroczny Color Run w Poznaniu i przebiegnięcie tych 5 km nie z zadyszką, ani z bólem stawów ale z uśmiechem i zadowoleniem, że kiedyś coś co wydawało mi się nie do osiągnięcia, właśnie przeszło do historii :) Dla kogoś te 5 km może być czymś zupełnie normalnym a nawet banalnym, dla mnie w tym momencie to zupełna abstrakcja... ale wiem, że MOGĘ WSZYSTKO! :)

Nie miało być dziś o motywacji a ja jak zwykle się rozpisałam!!!! ;) To wszystko dlatego, że bardzo chciałam się w końcu z Wami tym wszystkim podzielić. Mam nadzieję, że już dziś dałam Wam trochę do myślenia... A po więcej zapraszam już niedługo! :)


Trzymajcie się ciepło i do następnego! 
buziaki, Ania :*


6 komentarzy:

  1. Aniu Dobry wpis!!Pamiętaj, ze nie liczy się dystans, liczy się fakt, ze posuwasz się do przodu...Run Color 2017 będzie Twoim biegiem!:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Powodzenia, nie trać zapału!+

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję zrzucenia piętnastu kilogramów i trzymam kciuki za następne! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana wpis 15/10 Według mnie wszystkie zmiany są dobre, nawet te złe, to zwłaszcza one uczą nas tego by było dobrze, nie ma dobra bez zła. Tylko trzeba odnaleźć w tym trochę optymizmu, większość ludzi z automatu widzi tylko pesymizm. Ale Ty kochana do tych ludzi nie należysz myślę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nie lubię zmian. Ale to pewnie dlatego, że się ich boję! Teraz z mężem postanowiliśmy się przeprowadzić do Krakowa, bo dostał tam świetną propozycję i kilkuletni kontrakt. Ale jestem tym przerażona bo nie znam nic i nikogo w tym mieście. Wiem tylko, że mam szukać mieszkania ruczaj kraków więc strasznie mnie te zmiany przerażają :)

    OdpowiedzUsuń

Popularne posty

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...